joostoos blog

Twój nowy blog

hmm :)

Brak komentarzy

Znowu jak gdyby nigdy nic zjawiam się na starych śmieciach w momencie w którym nikt się tego nie spodziewa, a ja sama spodziewam się tego najmniej, ale jednak – jestem, i pisać będę co się ze mną dzieje xP nawet jeśli nikogo to kompletnie nie interesuje xD

A co się dzieje? Jestem sobie na drugim roku studiów, po przejściach rzecz jasna, ale zawsze :D Starostuję sobie, bywam na zajęciach, zarabiam pieniążki w Moim Ukochanym Zakładzie Pracy :D i wydaję je na bzdety :D i cieszę się szczęśliwą, pozbawioną większych zmartwień egzystencją człowieka kochanego i kochającego.

Leczę się powoli i mozolnie na ból i strach, którego Wielu Nieciekawych Ludzi Z Mojej Przeszłości sukcesywnie i przez wiele lat mnie uczyło, z pomocą pewnego Pana Sebastiana :) Rycerza Okrągłego psp, ew. znanego jako Oplowy Postrach Igołomskiej ;p (hahahahahahaha i LOL, jeśli będzie Ci się chciało preczytać tę notkę :D)

ogólnie jeśli ktoś by czegoś chciał to zachęcam na GG bo nie zmieniłam numeru od 6 lat ;p

wszystkim wszystkiego śniegowo-puchatego, tak na wypadek, gdyby miało mnie tutaj już nie być przed świętami :D (bo ekhem, istnieje takie wysokie ryzyko :p )

buziaki, bizu-bizu, kisses, etc etc ^^

J.

hej, hej, hej.

Znowu zrobiłam sobie urlop. Bezwstydnie długi, ale być może było mi to potrzebne.
Tak czy inaczej – dobrze, że – jakby nie było, tutaj zawsze mogę wrócić i się wyspowiadać.

Co dobrego?

Jestem nieprawdopodobnie szczęśliwa. I prawdopodobnie nigdy w życiu nie byłam aż tak, jak teraz. Dziś to do mnie dotarło.

Co złego?

….. nic ….. :)

„później porządek się rozpada; coś jak w przyrodzie jesień…”

————————

Dawno nie pisałam, wiem.
Od tamtego czasu dostałam to, co chciałam – zostałam – choć w trochę dziwny sposób – starościną na swoim roku. Dokoła mnie najsympatyczniejsi ludzie, jakich kiedykolwiek mogłabym sobie wymarzyć. Na wykładach, choć nie potrafię się zmusić do notowania, to słucham ciała profesorskiego, bo mówią o rzeczach, które (nareszcie!) mnie interesują. Mam elastyczną czasowo pracę, a dobry łojciec opłacił mi szwedzki. Właściwie, to prawie wszystko jest pięknie :P

I to nie o to chodzi, że jesień, że melancholia gdzie się nie obejrzeć, że certyfikatów CAE wciąż nie można odbierać i w K&K nic nie wiedzą, że ostatnio deszcz mnie zlał i że w lodówce tylko światło, bo tacie się zapomniało pojechać na zakupy (:P).
Jakoś mi dziwnie…

ps. ‚and i want to see you again…’

Popołudnie po pracowitym przedpołudniu i południu :) Siedzę grzecznie z laptopem na kolanach na balkonie, słucham Frankie Goes To Hollywood, zachwycam się małym krzyżaczkiem (na codzień bym zabiła bo z pająkami jestem na nie), który sobie utkał misterną pajęczynkę między dwoma nowozakupionymi kwiatkami (stare mimo podlewania i innych zabiegów odżywczych nie przetrzymały lipcowych parnych tygodni).

Zdałam CAE (w jakim stylu to zbędny detal :P), jestem fajna, bo nie będę musiała chyba chodzić na zajęcia z języka obcego na studiach (a nawet jeśli będę musiała, to mam zaliczony ostateczny z niego egzamin na 6.0). Efekt jest taki, że może w ten wolny potencjalnie czas upchnęłabym ukochany norweski! Zobaczymy, zobaczymy. Tatuś powiedział, że jak będzie czas to i fundusz się znajdzie! :)

Pff, w dalszym ciągu pracuję nad kondycją. Wczoraj coś przydługo biegałam i – cholera jasna fakszit i żesz mać – dzisiaj biodro mnie tak boli, jakbym je sobie conajmniej wyrwała i wsadziła nieumiejętnie z powrotem. Mam jeszcze co prawda parę godzin do pory biegowej, niemniej coś mi się zdaje, że zdrowo chyba będzie sobie dzisiaj uciąć szybki spacerek via „Berlin wschodni” niż biegać.

Co do rubryczki „zdrowie” mogę dorzucić jeszcze oświadczenie, że WRESZCIE, po blisko 70 godzinach, przestało mnie tępo łupać w tyle głowy i aktualnie mnie nie boli (jawny cud, bo przez prawie trzy dni 4 różne tabletki po systemie nerwowym „spływały”).

Jestem chyba szczęśliwa. Znaczy tak mi się zdaje ^^
Oo, i spotkałam wczoraj ludzi z eks-podstawówki! Zaskakująco przyjemne rozmowy z nimi przeprowadziłam (liczba mnoga bo wpadłam na nich wybiegając w kierunku „Berlina” a potem w drodze powrotnej). No i miło się słucha komplementów na własny temat od ludzi z którymi się nie miało do czynienia od paru lat :)

Nic to. Idę sobie cośtam poczytać / inne. To są właściwie całkiem w porządku wakacje.

baisers,
J.

Ech, ściągam sobie różne mp3, coby różnych rzeczy nie pozapominać, w międzyczasie rodzina w całości z domu wybyta, bo:
-ojciec w pracy
-mama na stacji myje samochód
-młody jej pomaga.

Za chwilę, kiedy już wystarczająco szczelnie owinę to wspomnienie w bawełnę, udam się do kuchni coby kroić warzywka i inne składniki dzisiejszego obiadu w formie spaghetti a la Satorowie :p (choć bardziej a la Satora, bo mojego nazwiska się ponoć nie odmienia), NVM.

Szkoda, że dziesiąty sierpnia będzie dopiero dziesiątego sierpnia :( Za to wrzesień… mm :p Jestem okropna, jak sobie pomyślę, o czym myślę, ale trudno się mówi :p

dialog tygodnia:
- Spieszy ci się do domu?
- mnie się nigdzie nie spieszy…

Słonecznego lata w przyzwoitym cieple życzę wszystkim, Monrose rządzi :p

baisers,
J.

Tęsknię w tym momencie za wieloma rzeczami. Tęsknię za zapachem świeżo pieczonej w domowym piekarniku pizzy, tęsknię za tym, żeby już być na studiach, tęsknię za moim braciszkiem, który przez dwa ostatnie tygodnie był na obozie i lada chwila może się pojawić w domu (czy nazywanie prawie 16letniego chłopa braciszkiem jest nie na miejscu?).

ech nic. zmykam na razie.

btw. Jestem moralnie niezdrowa. Znowu, po tygodniu z haczykiem przerwy, zaczęłam oglądać obsesyjnie najlepsze kawałki z ‚American beauty’. Wszystko przez wczorajszy przypadek. To nie moja wina, tylko jego, kurde, i tego, że byłam w takim a nie innym nastroju. I tej muzyki w radiu też jest to wina.

….
trzymcie się :)
J.

Brak komentarzy

Już jutro jest jutro!
W tle gra sobie pan Stewart. jak pięknie i spokojnie. i już jutro!

:):):)

życie bywa piękne
j.

No, wreszcie się dowiedziałam czego się dowiedzieć chciałam. Jak się okazuje, dostałam się na psychologię stosowaną na UJ oraz na socjologię na AGH. Na dziennikarstwie na UJ jestem na liście rezerwowej, ale jakoś to zdzierżę. Teraz się mocno zastanawiam, co wybrać. Między prawdą a Bogiem, nie zależy mi tak znowu strasznie na tej psychologii, kwestia dostania się tam była bardziej hm, chęcią udowodnienia samej sobie że mogę się dostać na taki – przyznajmy – zajebiście oblężony kierunek. No i rzecz jasna udowodnienia nie tylko sobie, ale i mojej mamie, której wiara w moje możliwości sięgnęła już dawno znacznie niższego pułapu, niż to przewidują choćby normy krajowe.

Tak czy inaczej, rodzina się wreszcie uspokoiła, a ja mam jakby dylemat. Nie bardzo chcę liczyć do ostatniej chwili na załapanie się na dziennikarstwo, zresztą – po długotrwałym researchu prowadzonym w internecie i innych możliwych źródłach stwierdzam, że czyste dziennikarstwo to trochę niemądry wybór. Jak twierdzą sami studenci, na UJ jest zbyt dużo teorii i nauki pisania, a za mało praktyk. Rację ma też mama, która modliła się, żebym dostała się na psychologię a nie na dziennikarstwo, bo wtedy miałabym konkretne, kierunkowe wykształcenie. Ostatnią stroną w całym zagadnieniu jest tata, który upiera się, że AGH przy swoim poziomie wykorzystania mediów i techniki ORAZ przy porządnych wykładowcach humanistach będzie lepszy niż wszystko inne razem wzięte.

Mam wodę w mózgu. Oraz lekką skazę na sumieniu, bo sama – choć nie powinnam – odczuwam drobny dyskomfort. Kiedy sobie pomyślę, kto bez problemu dostał się na studia, choć na to nie zasługiwał i zestawię to z tymi, którzy zasługiwali na to bardziej niż bardzo a brakło im właściwie tyle co nic, to mną trzepie.

NVM, NVM, NVM.

I choć ja sama właściwie nie mogłabym chcieć więcej, bo mam wszystko i trochę, to wciąż szlag mnie trafia na myśl o niesprawiedliwości cholernej matury.

Nic, jeśli ktoś ma jakieś sugestie, czy lepiej na psychologię stosowaną UJ czy na socjologię AGH, to niech łaskawie pozostawi w komentarzu swoją opinię.

tymczasem trzymajcie się wszyscy. Tym, którzy są aktualnie zbyt wkurzenie, żeby się trzymać, mówię: wszystko będzie ok :)

buziaki,
J.

Brak komentarzy

Jest to notka beztreściowa, która ma służyć za „niezapominajkę” :D

hasła wywoławcze:
„myślę, że nie wiesz” i „bailamos” (padło na enrique, trudno się mówi, nie jego wina, że go akurat puścili :P)

hmmmm.
miłego wieczoru wszystkim i dobrej nocy :):):):):):):):)

Hmm, mamy kilkanaście minut po północy, czyli porę charakterystyczną dla mojej blogowej działalności. Po krótkiej przerwie poświęconej na odbieranie wyników matury, wprowadzanie ich do serwisów rejestracji uczelnianej online, oraz bieganie po tychże uczelniach, znowu melduję się posłusznie.

Jako następca parodniowego okresu euforii ostatnio pojawił się dla odmiany stan lekko melancholijnego zawieszenia, kiedy to włóczę się po mieście, słuchając różnych pół-smętnych kawałków (ostatnio z największym zamiłowaniem ‚Dear Mr President’ Pink). Oczekuję również na wyniki rekrutacji – haha, złożyłam papiery na jedyne pięć kierunków rozsianych po czterech uczelniach. Rzecz jasna priorotetem i vipem na liście jest dziennikarstwo na UJ, ale kto ich tam wie, czy aby progi nie skoczą, a wtedy będę – jak to mówią – ugotowana (tu wersja light ^^).

Jakoś tak mi spokojnie. Mama wyjechała hen daleko do senatorium na trzy tygodnie, brat za tydzień wyjedzie na kolonie, ja sama w ciągu najbliższych 24 godzin mam otrzymać telefon z poleceniem zameldowania się w przyszłym potencjalnym miejscu pracy (na odpytówkę z języka, rzecz jasna). Wszystko zdaje się być tak jak trzeba i – ku mojemu zaskoczeniu – po raz pierwszy od dawna (mimo czekania na wyniki rekrutacji etc.) czuję się ‚we właściwym miejscu i we właściwym czasie’.

ps. obsesyjnie słucham „and I’m telling you I’m not going” w americas-got-talent’owskim wykonaniu Bianki Ryan (i przepraszam wszystkich, którzy myślą inaczej, ale moim zdaniem ta dziewczyna jest lepsza od Jennifer Holiday).

trzymajcie się ;)


  • RSS